Piknik w terenie

Piknik w terenie

Kilkanaście lat temu służyłem w wojsku jako żołnierz z poboru, choć poszedłem tam z własnej woli, służyłem na kuchni prawie pół służby. Była to mała jednostka wojskowa w Tczewie. Wtedy po raz pierwszy miałem do czynienia ze sprzętem gastronomicznym w postaci bemaru. Dziś mam 35 lat i sam myślę o tym, by otworzyć własną działalność gastronomiczną.

Wiem, że to biznes ciężki, wymagający dużo samozaparcia i żelaznej konsekwencji w dążeniu do perfekcji. Jednak zanim otworzę swoją restaurację muszę skompletować niezbędny sprzęt gastronomiczny. Bemary będę mieć z demobilu wojskowego, ponieważ moim marzeniem jest otwarcie restauracji mobilnej, mogącej organizować różnego rodzaju imprezy plenerowe, brać w wydarzeniach rekonstrukcyjnych i obsługiwać pikniki w terenie.

Niezawodne bemary

Będąc w wojsku, brałem udział w takim pikniku w terenie, miało to miejsce w Tczewie, gdy nasz dowódca zorganizował pokaz dla mieszkańców i zaproszonych gości. Była to świetna okazja do integracji z lokalną społecznością, ugościliśmy ludzi – po żołniersku – grochówką. Gotowaliśmy ją w przenośnej kuchni, następnie, jako dowódca kuchni, rozwoziłem grochówkę przelaną do bemarów, korzystając z łazika, który mieliśmy do dyspozycji. Teren pikniku był rozległy, więc trzeba było posiłkować się bemarami, które świetnie się spisywały jako przenośny sprzęt gastronomiczny.

Wspomnienia z pikniku w terenie nadal są w mojej głowie, myślę o tym od dawna, by zająć się tym na poważnie. Wcześniejsze moje zajęcia nie pozwalały mi się realizować, dopiero myśl, że dzięki posiadaniu dobrego wyposażenia restauracji, od bemarów zaczynając, uda mi się zrealizować swoje plany zawodowe i przypomnieć sobie, jaką frajdę miałem, wtedy kiedy jeździłem po poligonie z tą grochówką na pace mojego Honkera. Było to dokładnie w latach 2003 – 2004, służyłem jako telegrafista – zwiadowca ale pasją było karmienie ludzi.

Dawało mi to dużo satysfakcji i szacunek u kompanów bo wszyscy dobrze wiedzieli, że z kuchnią trzeba dobrze żyć. Raz, że można było liczyć na większe porcje, dokładki, kiedy coś zostawało. Dwa, że ludziom smakowało to co sami ugotowaliśmy, po trzecie – zawsze była pełna szafka cukru, kawy i mleka a to, oprócz jedzenia, było towarem pożądanym wśród kolegów z kompanii. Dziś, mając już swoje lata, plany na przyszłość, wspomnienia i doświadczenie – coraz częściej staram się wizualizować swoje marzenie na uruchomienie własnej restauracji mobilnej z niezbędnym wyposażeniem gastronomicznym, gdzie bemary będą najwyższej jakości. Planuję uruchomienie swojego biznesu na październik.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*